- Piłka obiła mi się o palce. Potem trener do mnie przyleciał i mówi, że za mną stał czeski zawodnik, więc na szczęście tę piłkę gdzieś tam wybiłem - powiedział Jaszka. - To był instynktowny powrót do obrony. Wiedziałem, że zostało tylko kilka sekund i bramkarz będzie podawał daleko do ataku. W ogóle nie zdawałem sobie sprawy, co zrobiłem. Najważniejsze, że wygraliśmy mecz. Brakuje mi słów, nie wiem, co powiedzieć. Jak kibice zaśpiewali "Dziękujemy", to aż łzy poleciały mi z oczu.
Bartek Uwielbiam cie!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz